Dzisiaj opowiem Ci o moich czarnych biznesowych dziurach oraz o tym, jak z nich wyszłam. Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie inspiracją.

Początek

Moja Podróż Bohaterki rozpoczęła się w styczniu 2015 roku.

Wcześniej przez 8 lat byłam zatrudniona w jednym z największych banków w Polsce.

Gdy urodziłam dziecko, postanowiłam, że wykorzystam urlop wychowawczy. Ponieważ podczas jego trwania czułam potrzebę własnego rozwoju, zapisałam się na studia podyplomowe z Zarządzania Zasobami Ludzkimi.

I tam dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak coaching. Zainteresowało mnie to na tyle, że zapisałam się do studium coachingu w Warszawie.

I to było niezwykłe doświadczenie. Poznałam fantastycznych nauczycieli i doświadczyłam na sobie, jak to działa.

Jeszcze przed uzyskaniem certyfikatu zaczęłam prowadzić pierwsze procesy i byłam zachwycona rezultatami, które osiągali klienci oraz tym, co mi daje prowadzenie sesji. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i odeszłam z pracy. Założyłam firmę i zaczęłam działać.

Pierwszy kryzys

Szybko jednak zderzyłam się z rzeczywistością. Okazało się, że klienci nie przychodzą tak łatwo, jak się spodziewałam.

Na początku brakowało mi określenia, z kim chcę pracować i w czym pomagać. Nie miałam strategii ani pojęcia o budowaniu biznesu. Myślałam, że wystarczy mój zapał, wiedza i chęć, a praktyka sama się zapełni.

Oczywiście tak się nie stało.

Prosperuj jako coach

Zapisałam się wtedy do programu „Prosperuj jako coach”, prowadzonego przez Małgosię Żukowską. Małgosia uczy coachów jak zarabiać pieniądze.

Dostałam sprawdzony system marketingowy. Określiłam, że chcę pracować z mamami wracającymi do pracy po dłuższej nieobecności. Napisałam ofertę, zrobiłam stronę internetową, wydrukowałam ulotki. Działałam, ale nie na skalę, która pozwalała na utrzymanie się. Był to biznes wacikowy.

Nie wprowadzałam w życie najważniejszej strategii, której uczyła mnie Małgosia. Zachęcała do prowadzenia warsztatów. Ja tego nie robiłam. Zawsze znalazłam wymówkę, aby nie skontaktować się z wybranymi organizacjami i zaproponować im moje wystąpienie. Nie dzwoniłam, bo się bałam. Bo co będzie, jak się nie zgodzą? A co będzie, jak się zgodzą? Wtedy będę musiała to zrobić i co wtedy? A jak mnie ocenią uczestniczki?

Bałam się wyjść szerzej z moją ofertą, proponować warsztaty, zawalczyć o klienta. Za to ciągle coś ulepszałam, potrzebowałam przeczytać jeszcze kolejne książki, zrobić kolejny kurs z marketingu.

Dzisiaj wiem, że gdybym wtedy wykorzystała program na 100%, byłabym szybciej w zupełnie innym miejcsu.

 

Chcę to rzucić

Do tego był to bardzo trudny czas dla mnie ze względu na ciągłe choroby mojej córki. Chodziła trzy dni do przedszkola i kolejne dwa tygodnie siedziała chora w domu. I tak w kółko.

Efektem było moje ogromne zmęczenie.

Z jednej strony ciągłym ulepszaniem biznesu, z drugiej ciągłą opieką nad dzieckiem. Nadrabiałam w nocy to, czego nie zrobiłam w dzień. Bawiąc się z dzieckiem myślałam o pracy. Nigdzie nie byłam na 100%.

Wówczas nie miałam jeszcze wsparcia innych kobiet i czułam się naprawdę samotna. Zrobiłam się zrzędliwa, nerwowa i płaczliwa.

Chciałam to wszystko rzucić w cholerę i wrócić na etat.

Brakowało mi jednak poczucia, że zrobiłam wszystko, aby rozkręcić działalność.

 

Wychodzę z impasu 1

Wiedziałam, że po pierwsze muszę zrobić porządek z samą sobą. Zobaczyć, w jakim jestem miejscu, co mi się udało a co nie w związku z firmą. Sprawdzić, czy mam na czym budować.

Musiałam odzyskać połączenie z tym, po co założyłam firmę.

Sięgnęłam do moich wartości.

Musiałam popracować z bardzo ograniczającymi przekonaniami na temat siebie, np. „Nie dam rady, nie nadaję się” czy na temat mojej pracy, np. „Nikomu nie jest to potrzebne”.

Bardzo ważne przekonanie, które odkryłam, zaskoczyło mnie i brzmiało „to tylko zabawa”.

Wiem, że prowadzenie firmy wyciągnie z nas wszystko, co mamy niepoukładane i nieprzerobione z przeszłości. Wyjdzie na jaw wszystko, co o sobie myślimy. Kluczem jest praca z tym, bo jeśli zamieciemy to pod dywan, znów nas dopadnie.

 

Latająca Szkoła

Gdy już w miarę to poukładałam, poczułam, że chcę jeszcze raz spróbować.

Zapisałam się do Latającej Szkoły Agaty Dutkowskiej. Tam, przy ogromnym wsparciu uczestniczek i Agaty, narodziła się Podróż Bohaterki. Przyszła do mnie jak olśnienie i poczułam całą sobą, że to jest moja droga, moja Podróż. Poczułam flow i weszłam w to całkowicie. Miałam przeświadczenie, że to jest w 100% ze mną spójne i że chcę pomagać kobietom w impasie z firmą.

To, co było dla mnie ogromnie cenne, to wsparcie, które wówczas dostałam. Byłam w gronie kobiet o podobnym celu. I podobnych trudnościach. Zobaczyłam, że nie tylko ja tak mam. Zawsze mogłam liczyć na cenne rady i szczere opinie. Dostałam tam też wiedzę, jak rozwijać biznes.

Oprócz pracy z klientkami musiałam ogarniać wszystkie sprawy okołobiznesowe. Byłam na kilku etatach we własnej firmie.

To zajmowało bardzo dużo czasu. Zakładając firmę miałam w głowie piękny obrazek, że teraz to ja będę robić już tylko to, co kocham, czyli prowadzić procesy coachingowe. A okazało się, że tak nie jest.

 

Drugi kryzys

Po jakimś czasie jednak przyszedł kryzys.

Wziął się z tego, że zaczęłam zaniedbywać moją energię życiową. Choroby mojego dziecka nie skończyły się, więc znów goniłam w piętkę. Siedziałam po nocach, jadłam byle co. Organizm bardzo szybko się zbuntował i nawet trafiłam do szpitala.

Przez zawirowania zdrowotne wypadłam z rytmu pracy i było mi bardzo trudno wrócić.

Znów zaczęłam myśleć, że może lepiej wrócić na etat. Mój wewnętrzny głos ucichł i straciłam połączenie z Podróżą Bohaterki.

 

Wychodzę z impasu 2

Zaczęłam przygotowywać się do rozmów kwalifikacyjnych. Robiłam ćwiczenia z coachingu kariery.

Wtedy wyszło, że uwielbiam wymyślać nowe rzeczy i je realizować według mojej wizji, lubię sama sobie organizować pracę i pilnować jej wykonania.

Zrobiłam coś, co teraz określam jako „Przegląd Plecaka” i tam powychodziły mi takie rzeczy, że bez pracy nad niektórymi nie ruszyłabym w życiu z biznesem. Okazało się, że mam dziwne opinie na temat zarabiania pieniędzy, prowadzenia firmy. Musiałam rozprawić się z tym, co mnie ograniczało.

To był proces, nad niektórymi rzeczami pracuję do tej pory.

Gdy miałam to jako tako ogarnięte, dopiero wtedy określiłam cel. Taki, który jest zgodny ze mną i w który wierzę, że mogę osiągnąć.

Rozpisałam kroki milowe i idę dalej.

Aby to się zadziało, musiałam popracować nad poczuciem własnej wartości. Musiałam na nowo uwierzyć, że to, co mam do zaoferowania, naprawdę działa i jest potrzebne. Że znajdą się kobiety, które za to zapłacą. Opinie, które otrzymuję od klientek udowadniają, że warto to robić.

Musiałam też zadbać o moją energię życiową. Zmieniłam nawyki żywieniowe, piję więcej wody, wysypiam się. To wszystko ma ogromne znaczenie dla mojej produktywności.

Gdy kobiety pytają mnie, od czego zacząć wychodzenie z martwego punktu, zawsze im mówię, żeby zaczęły od siebie.

Od zbadania swojego poziomu energii, od przyjrzenia się swoim potrzebom, myślom na temat samej siebie. To kluczowe, jeśli całą firmę opierasz na sobie.

Warto zapytać siebie, „Co jest dla mnie w życiu ważne”, „Na jakich wartościach chcę budować swoją firmę?”, „Jaką mam wizję życia?” Dopiero do tej wizji dodać wizję firmy.

Konieczne jest też przyjrzenie się temu, co mnie ogranicza. Uczciwe położenie tego na stół, bez ściemy.

Tak, jak już powiedziałam, jeśli się z tym nie popracujemy, to wróci prędzej czy później.

 

Ciekawa jestem, czy to, o czym napisałam, jest Ci bliskie.

Czy w jakimś stopniu to też Twoja historia.

Czy też tak masz lub miałaś?

Jeśli tak, to dla mnie ogromnie ważne, żebyś się ze mną podzieliła. Opisz mi swoją historie na mój adres marta(małpka)szelejak.pl, jeśli masz taką potrzebę, oczywiście.