Od dzisiaj, co dwa tygodnie, będę publikować wywiady z kobietami, które z powodzeniem prowadzą swoje firmy.

 Pomyślałam, że to będzie dla Was bardzo cenne. Szczególnie to, co mają do powiedzenia w sprawie wychodzenia z impasu. Bo przecież to się zdarza w każdej firmie.

Jako pierwszą zaprosiłam do rozmowy Martę Górską.

Poznałyśmy się w Studium Coachingu. Marta była wówczas singielką, wolnym duchem. Prowadziła biuro rachunkowe. Teraz ma troje dzieci, męża. I zupełnie zmieniła branżę, w której działa.

Dlaczego wybrałam właśnie Ją?

Ponieważ dla mnie to kobieta ? rakieta. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Gdy sobie coś wymyśli, osiągnie cel. Rozmowy z nią zawsze bardzo mnie energetyzowały.

Marta jest fryzjerką z bardzo fajnym modelem biznesowym. Mieszka w Warszawie.

Jej prace mozecie zobaczyc tutaj:

https://www.instagram.com/gorska_hairstylist/

Z rozmowy dowiecie się:
– jak wyglądała jej droga zawodowa
– jak to się stało, że zmieniła branżę
– jakie cechy charakteru i wartości sprawiły, że dotarła do obecnego miejsca
– jak sobie radzi z trudnymi momentami
– co poradziłaby kobiecie w impasie z firmą.

Miłej lektury.

 

Marta, odpowiedź proszę w skrócie o swojej drodze zawodowej.

– Dla mnie wszystko zaczyna się od marzenia. Gdy je mam, planuję do niego drogę. Po prostu dążę do realizacji. Głównie świadomie. Czasami z pozoru nie wiem, jak się za to zabrać, ale nieświadome działania i tak mnie prowadzą.

Nigdy nie chciałam pracować na etacie 8-16 i odbijać kartę na 8 godzin. Zawsze było ważne, abym mogła sama planować mój czas, organizować wszystko pod siebie. Chciałam mieć coś swojego.
Jeśli pracowałam w jakiejś firmie, to zawsze krótko. Zawsze negocjowałam godziny i warunki pracy. Nauczyłam się tam księgowości i po jakimś czasie otworzyłam własne biuro rachunkowe. Szybko znalazłam osoby, które dawały mi zlecenia i tak zaczęło się kręcić.

Przed trzydziestką miałam naprawdę prężnie działającą firmę. Pomimo, że czasami pracowałam 16 godzin dziennie, dawała mi satysfakcję

 

Jakie Twoje cechy zadecydowały o tym, że tak to się potoczyło?

– Przede wszystkim moje wartości. Częściowo wyniesione z domu, częściowo nabyte na mojej drodze. To: wolność, niezależność, możliwość zarządzania własnym czasem, swoboda działania.
Jestem wolnym duchem. Mam bardzo silną potrzebę decydowania o tym, kiedy pracuję i na jakim poziomie pracuję. Potrzebuję wyzwań.

Moją wartością nigdy nie był etat. Stałe wynagrodzenie, stałe godziny pracy, zaplecze socjalne, to dla mnie za mało.
Chcę budować swoją markę, a nie pracodawcy.

Miałaś prężne biuro rachunkowe, zarabiałaś świetne pieniądze, pracowałaś zgodnie z wartościami. Co się takiego wydarzyło, że teraz działasz w zupełnie innej branży?

Zdecydowało znowu marzenie.
Biuro rachunkowe zabezpieczało mnie finansowo, ale nie dawało jednej rzeczy ? żeby zawodowa ścieżka była zgodna z tym, kim chcę być. Chciałam też, żeby to była realizacja wielkiego marzenia.

Cofnęłam się w myślach do czasu, gdy miałam 12-14 lat. Zapytałam, co wówczas było moją pasją, kim chciałam być. Przyszło do mnie fryzjerstwo. Tak naprawdę to było we mnie cały czas, ale uśpione. Bardzo chciałam być fryzjerką, włosy mnie fascynowały. Lubiłam wykonywać prace manualne, miałam silne poczucie estetyki.

Ukończyłam kurs fryzjerski. Dawałam ogłoszenia, pojawiły się pierwsze klientki. One polecały mnie dalej. Później przyszły sesje zdjęciowe, praca przy reklamach.

Czy od początku miałaś jasno zdefiniowaną grupę docelową, wiedziałaś, z kim chcesz pracować?

– Od razu założyłam, że to będą kobiety, które na co dzień są w domu z dziećmi. Nie mają możliwości wyjść z domu, bo nie mają z kim zostawić dziecka. Nie mogą spędzić 4 godzin u fryzjera.

Sama byłam w takiej sytuacji i wiem, że to jest bardzo trudne wyrwać się chociaż na chwilę. Ale też wiem, że to jest potrzebne i bardzo ważne, aby zrobić coś dla siebie. Nie tylko wciąż dla dziecka. Dla siebie, poczuć się kobietą, zadbać o siebie.

Wybrałam taką grupę kobiet, ponieważ było to też ważne dla mnie. Nie chciałam pracować wieczorami i w weekendy.

Sensem moich działań miało być to, aby połączyć to, co kocham, z tym, co kocham. Czyli połączyć pracę z macierzyństwem tak, aby żadne z nich nie ucierpiało. I żebym też ja nie ucierpiała.

Umawiam panie między 10 z 16 i jak dzieci wracają do domu, jestem już dla nich.

 

Czyli dojeżdżasz do swoich klientek do domu?

Przeważnie tak.
Zdarza się, że taka mama sama mówi, że do mnie przyjedzie. Udaje jej się znaleźć opiekę do dziecka i z wielką chęcią chce się wyrwać. Wtedy pracuję z nią w moim domu.

Nie chcę mieć salonu. Przy moim biurze rachunkowym byłam przywiązana do jednego miejsca, w określonych godzinach i to było pewne ograniczenie. Teraz chcę inaczej.

Pieniądze oczywiście są dla mnie ważne, ale teraz, odkąd jestem mamą 3 dzieci, ogromnie cenię swój czas. Są takie dni, zazwyczaj poniedziałki, kiedy nikogo nie zapisuję. Dzieci idą do przedszkola i żłobka, a ja idę do kawiarni czy do kina.

Chcę być wypoczętą mamą i to jest dla mnie złoty środek. Połączyć wszystko tak, abym ani ja ani dzieci ani moja praca nie cierpiały

 

Praca z klientkami indywidualnymi to jedno, ale czeszesz także do sesji zdjęciowych, reklam, magazynów. W jaki sposób zdobywasz te zlecenia?

– Jak we wszystkim, trzeba mieć trochę szczęścia. Ale też należy mu pomóc.

Publikuję swoje prace na Instagramie. To mój główny kanał promocji. Nawet, jak robię reklamę na Facebooku, to daję linki do Instagrama.

Opowiem o pierwszej okładce, którą zrobiłam w Polsce. Wyszukałam w serwisie ogłoszeniowym, że szukają modelek do sesji zdjęciowej. Zapytałam, czy nie potrzebują fryzjerki. Wysłałam kilka zdjęć.
Do tej sesji mnie nie zatrudnili, ale do następnej już tak. Czesałam śpiewaczkę operową do kalendarza gwiazd Fundacji Zbigniewa Religii.

Pani zatrudniła mnie do kolejnej sesji i była to okładka pisma Businesswomen&life.
Czesałam też aktorów w Teatrze Kwadrat.

Na Instagramie zauważyła moje prace fotografka z Katowic, Bubusława Górny. Napisała do mnie o możliwość współpracy. Spotkałyśmy się i obmyśliłyśmy projekt. Zamówiłyśmy studio, zrobiłyśmy sesję z modelką w czterech fryzurach i stylizacjach. Wysłałyśmy je do magazynu w Polsce, ale zostałyśmy odrzucone. Dzięki determinacji Bubusławy Górny nasza praca została doceniona i opublikowana w USA. Dostałyśmy nie tylko okładkę w piśmie PUMP Magazine, ale też zdjęcia w środku, podpisane naszymi nazwiskami.

Samo liczenie na to, że ktoś nas znajdzie, zauważy i doceni nie wystarczy.

Pracuję też z firmą Smyk. Czeszę dzieci do reklam. Poleciła mnie tam siostra mojej klientki, której tak się spodobała ślubna fryzura jej siostry, że teraz wszędzie mnie poleca.
Bardzo dużo osób trafia do mnie z polecenia. Czasami całe rodziny.

 

Marta, czy możesz opowiedzieć o trudnych momentach. Na pewno się takie zdarzają nawet, jak prowadzimy firmę marzeń. Gdy przychodzą takie chwile, jak sobie z nimi radzisz?

– Oczywiście zdarzają się takie momenty.
Praca z ludźmi jest wymagająca. Trafiają się trudne klientki, czasami ciężko znaleźć wspólną koncepcję.

Pomagają mi w tym umiejętności coachingowe. Dopytuję, jak klientka chce się czuć w danej fryzurze, co chce nią wyrazić. Jak masz nad sobą osobę, która Cię wysłucha, niczego nie narzuci i jeszcze możesz z nią porozmawiać o swoim życiu, to jest to wartość dodana, a zadowolenie z usługi rośnie.

Czasami odmawiam współpracy z niektórymi osobami. Trzeba wiedzieć, kiedy odmówić i nie godzić się na wszystko. Nie zarobię wtedy pieniędzy, ale to będzie w zgodzie ze mną.

Dobrze mieć dystans do tego, co się robi. Trzeba mieć pokorę, nie narzucać klientce własnego zdania. Znaleźć płaszczyznę porozumienia.

W trudnych chwilach przypominam sobie, po co zaczęłam robić to, co robię. Gdy wszystko układa się super, zapisuję sobie mile rzeczy ? to, że klientka była szczególnie zadowolona, że inna przyniosła mi czekoladki czy poleciła swoim znajomym. Zapisuję to, bo później umyka. W impasie trudno znaleźć coś dobrego. Wtedy sięgam do tych karteczek, wyciągam jedną z nich i od razu robi mi się lepiej. Wraca wiara w to, co robię.

 

Marta, a co byś powiedziała kobiecie, która bardzo chce rozkręcić własną firmę, ale coś ją stopuje. Powody są różne ? niewiara w siebie lub w pomysł, nie ma klientów. Jest o krok od rezygnacji i powrotu na etat.

– Powiedziałabym, że na etat zawsze zdąży wrócić. Warto próbować do końca. Wiem, że to jest trudna sytuacja i trudno myśleć pozytywnie.

Warto zapytać siebie ?Czy ja lubię to, co robię??. To podstawa. Nie wierzę, że można coś robić na dłuższą metę i tego nie lubić.

Jeśli odpowiedź brzmi ?tak?, to zapytać ?Więc czego mi brakuje??. Czy to za mało odwagi, czy za mało działań czy coś jeszcze innego.

Dobrze znaleźć rozwiązanie pośrednie ? np. ułamek etatu.

Łatwo jest z czegoś zrezygnować, ale trudno później do tego wrócić.

Pomaga znajomość własnych wartości, budowanie pewności siebie. Jeśli same sobie nie radzimy, nie wstydzić się zwrócić o pomoc.

 

Prowadząc własną firmę, szczególnie jednoosobową, ważne jest dbanie o własną energię. Wiem po sobie, że jak się nie wyśpię, odczuwam wielki stres czy po prostu się nie zresetuję, to to odbije się na mojej pracy. Jak dbasz o swoją energię?

Po pierwsze muszę mieć spokojny ranek dla siebie. Dzieci jeszcze śpią, robię sobie kawę, sprawdzam kalendarz. Mam dużo drobnych rytuałów, które wykonuję w ciszy. Jem śniadanie, które mnie rozbudza.

Gdy dzieci są już poza domem, biorę kąpiel, włączam gramofon. Wprowadzam się w dobry nastrój.

Pierwszą klientkę zapisuję ok 10.00.

Podstawa dla mnie to dobrze zaplanowany czas. Każdą wolną chwilę przeznaczam na odpoczynek. Czasami robię sobie nawet całe dni wolne. Gotuję wtedy to, na co mam ochotę, rozpieszczam się.

 

Czy coś byś chciała dodać do naszej rozmowy? Przyszło Ci do głowy coś szczególnie ważnego, czym chciałabyś się podzielić?

– Czas leci szybko i trzeba go wykorzystać. To jest moment, chwila, która już nie wróci. Trzeba wykorzystać tę chwilę.

Nie chodzi o to, żeby wszystko się udało. Moi rodzice mówią ?Im więcej w życiu spróbujesz, tym więcej się uda?. A z tego, co się nie udało, trzeba po prostu wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Rozmawiam ze starszymi osobami i one mówią, czego żałują, że nie zrobili w życiu. Nie mieli odwagi, nie chcieli ryzykować. Jest w nich przez to wielki żal.

Jak mam w życiu dylemat, zawsze sobie mówię, że życie przemija. I zawsze decyduję się na działanie. Żeby później nie żałować.

 

To piękna puenta naszej rozmowy. Dziękuję Ci bardzo.

Dziękuję również.