Zapraszam na wywiad z fantastyczną, mega interesującą, świadomą siebie kobietą, która nie boi się wyzwań. Optymistką nie do zdarcia.

Poznałyśmy się w Latającej Szkole Agaty Dutkowskiej.

Oto, co mówi o sobie:

Jestem trenerem dla ludzi. Wspieram biznes. Nazywam się Mana Stoch.

Pracuję z osobami, które chcą dokonać zmiany zawodowej, uporządkować chaos w głowie. Wspieram osoby zakładające lub rozwijające swój biznes w budowaniu marki i strategii działania.

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem. Słucham, rozmawiam, pomagam znaleźć najlepsze rozwiązania. Jestem mistrzem komunikacji. Inspirują mnie ludzie i ja też bywam inspiracją dla innych. Jeśli masz pomysł i nie wiesz od czego zacząć realizację lub potrzebujesz wznieść swoją firmę na wyższy poziom, pomogę Ci zbudować skuteczną komunikację firmy, mocną strategię i prosty plan działania. Wspólnie możemy zmienić pomysł na działanie i problem na wyzwanie.

Jakbyś nazwała punkt, w którym jesteś obecnie w życiu?

Najlepszy na dzisiaj. Jestem trenerką, pracuję z ludźmi i dla ludzi. Na początku pomagam im złapać grunt, dogadać się ze sobą, a potem zabieramy się za ich marzenia, cele, firmy. Działam z nimi tak ja ze sobą. Po latach błądzenia i zbierania doświadczeń jestem w dobrym miejscu.

Robię to, co daje mi radość i satysfakcję. Nie oglądam się za siebie. Niczego nie żałuję, bo każde dobre doświadczenie dało mi siłę, a każde złe czegoś mnie nauczyło. Patrzę co mam dzisiaj, wyciągam wnioski z dobrego czy złego i idę dalej.

Czuję się bardzo młoda. Zaskakuję sama siebie rano przed lustrem, bo budzę się i w głowie mam 30 lat. a  lustro mi pokazuje jakąś dziwną rozbieżność z rzeczywistością 🙂

To jest taki moment, w którym mam odwagę eksperymentować i mam na to siłę i wokół są ludzie, którzy są po mojej stronie mocy. A to ważne. Najważniejsze.

Już nie szarpię się ze sobą, ludźmi, ze światem. Dużo daję od siebie, dużo też dostaję w zamian. Potrafię przyjmować to, co dzień przynosi.

Co pomogło Ci być w takim punkcie?

Wszystkie rzeczy, które robiłam prowadziły mnie do tego miejsca. To może brzmi górnolotnie, ale tak to się dzieje.

Gdy patrzę wstecz, nawet gdy trafiałam w niewłaściwe miejsca, popełniałam błędy, to po jakimś czasie powtarzał się ten sam scenariusz – zatrzymywałam się w miejscu, myślałam co jest nie tak, sprawdzałam stan i  zmieniałam rzeczywistość. Na początku było tak, że okoliczności stawiały mnie pod ścianą i działałam nieświadomie, bardziej intuicyjnie. Teraz wiem jak działam, wiem czego chcę i zmian dokonuję bardziej świadomie.

Oczywiście pomaga mi to, że jestem optymistką nie do zdarcia. Gdy innym siada energia, zaczynają marudzić, nic się nie dzieje – ja się uruchamiam. Nie marudzę, robię co się da by było lepiej. Jestem z tych co znajdą dobre strony w każdej sytuacji.

Robiłam już w życiu zawodowym mnóstwo rzeczy.

Pracowałam w banku, w dziale HR, w sprzedaży, w dziale marketingu. Byłam fotografem. Jestem graficzką i trenerką. To się zmieniało co 3-4 lata. Dopiero po czterdziestce zaczęłam robić to, co zawsze chciałam. Postanowiłam zostać grafikiem i tak się stało. Z uporem maniaka szłam tą drogą, ale życia nie oszukasz 🙂

Po 5 latach pracy  jako grafik, 3 latach własnej działalności, odnalazłam w końcu swoje miejsce na ziemi!

Szkolę ludzi, jestem w tym dobra i uwielbiam tą robotę! Wcześniej zbierałam doświadczenia i powoli szłam w dobrym kierunku. Takie mamy teraz możliwości, korzystajmy z nich.

To, o czym teraz powiedziałaś, skojarzyło mi się z łączeniem kropek? wszystkie doświadczenia doprowadzają do punktu, w którym teraz jesteś.

Zgadza się, tych kropek było mnóstwo.

I każda była potrzebna, bo bez tej nawet najmniejszej nie byłoby połączenia idealnego.

Tak. I myślę sobie, że siedzimy czasami w jakimś miejscu, w którym niespecjalnie nam się podoba, ale umiejętności tam zdobyte sprawiają, że w kolejnej pracy idziemy trzy razy szybciej i o trzy kroki dalej.

Mana, a co już o sobie wiesz?

Gdy byłam dzieckiem a później nastolatką, byłam buntowniczką. Do dzisiaj nie toleruję tzw. „nie bo nie” , braku zrozumienia i głupoty, a to przeciwko temu buntowałam się najczęściej.  I tak przylgnął do mnie ten buntownik, że gdy zakładałam firmę i zastanawiałam się nad moimi wartościami, tym co chcę ludziom przekazać ? oczywiście przyjęłam, że odpalę rebelię 🙂 🙂

Ale kompletnie mi się to nie kleiło w sensowną całość. Dopiero gdy pogadałam ze sobą, uświadomiłam sobie, że ja się już nie buntuję, bo dojrzałam, zrozumiałam, swoje przeszłam i teraz szanuję wolność swoją i innych. I otwieram się na świat jeszcze mocniej.  Tak więc, wiem, że się już nie buntuję 🙂

Co jeszcze wiem o sobie?

Kiedyś targałam siebie po świecie na siłę , a teraz mam siłę dać sobie spokój. Gdy mam słaby moment, zaszywam się pod kocem, żeby sobie posiedzieć i pomyśleć. Daję sobie czas, aby się wycofać, zamknąć. Czasem po prostu idę spać, śpię długo, a gdy wstaję mam zresetowany mózg i zaczynam inaczej postrzegać rzeczy.

Wiem, że jestem silna i wrażliwa jednocześnie. A to wbrew pozorom ciężki zestaw do udźwignięcia.  Ta siła się ujawnia w stanie zagrożenia lub gdy wyznaczę sobie cel i w niego uwierzę. Oj, wtedy włącza się mój zabójczy gen działania. Głowa przyjmuje tylko fakty.

Strach zamykam w takim małym pudełku, które zakopuję głęboko. A gdy już działam, to zazwyczaj robię jeden, dwa, trzy….  kroki dalej poza granicę strefy komfortu.

Gdy głęboko wierzę, że coś jest potrzebne dla dobrostanu mojego czy mojej rodziny, robię na 100% wszystko, żeby to się stało. Jestem uparta i tak się chyba znalazłam w tym miejscu, w którym jestem.

Ten Twój upór, przekonanie, że się uda ? musiałaś to wypracować czy to po prostu masz?

Ja po prostu taka jestem.

Nie myślę „o rety nie dam rady!?” Ja myślę tak: Aaaa spróbuję, najwyżej się ze mnie pośmieją. Tak zmieniałam pracę, zawód. Tak nauczyłam się jeździć na nartach. Tak też uczyłam się pływać na  wakeboardzie, windserfingu, pokonałam lęk wysokości na canioningu i zrobiłam tysiąc innych rzeczy, choćby po to, żeby wiedzieć, że mogę.

Nigdy nie robię listy za i przeciw. Mam w sobie taką wędkę, która wyławia z głowy jakiś pomysł i gdy w niego uwierzę, to zaczynam działać. I myślę, że to działanie, próbowanie, popełnianie błędów – to jest klucz do wszystkiego.

Jak coś wymyślę, wykorzystam każdą ścieżkę, którą widzę. W tym momencie to jest już nawyk. Mam jednocześnie w sobie zgodę, że jak się nie uda, to nic się nie stanie. Podjęłam decyzję, działałam, próbowałam ogarnąć temat, zrobiłam co mogłam. Nie wyszło. Dziękuję. Kurtyna. Rano wstaję i idę dalej.

Ostatnio prowadziłam zajęcia ze studentami i wielu z nich otwarcie przyznało, że nie wierzy w siebie, że nisko ocenia swoje możliwości. W związku z niską samooceną i strachem przed błędem czy porażką, nie próbują nowych rzeczy, nie doświadczają nieznanego, nie wyruszają poza strefę bezpieczną. A to jest błędne koło!

Jeśli nie próbujesz, nie wychylasz nosa z szafy, nie działasz – to nigdy się nie przekonasz na co Cię stać.

A jeśli z tej szafy wyjdziesz  i spróbujesz zrobić coś konkretnego, masz szansę nabrać siły i wiary w siebie. Może potkniesz się kilka razy, może będziesz złorzeczyć w chwili słabości, ale czegoś doświadczysz, czegoś się nauczysz. Będziesz mieć szansę na poznanie siebie.

W to błędne koło wpadają studenci i dorośli. Ja też się dawno temu pogubiłam i nie wiedziałam co jestem warta,  to moje działanie mnie uratowało. Wiem, że mogę wszystko. No dobra… wiadomo, że prawie wszystko 🙂

To ciekawe, bo przeważnie słyszę od kobiet, że mają siedzącego w głowie krytyka, który ciągle podcina skrzydła i nie ma nic wspólnego ze wsparciem. Podpowiada za to tysiące powodów dlaczego ma się coś nie udać.

Ja też mam swojego krytyka! To jest mistrz! Ale on w przeciwieństwie do mnie się starzeje mentalnie i im więcej mam lat, tym mniej on ma siły przebicia.

Im jestem starsza tym więcej realizuję marzeń, celów, bo wewnętrzny krytyk traci głos i siły.

Na studiach tylko się uczyłam i miałam marzenia, ale jakoś się ich bałam. Teraz nie mogę powiedzieć, że czegoś w życiu nie zrealizowałam, bo się przed tym schowałam.

Studia fotograficzne skończyłam, gdy już miałam dziecko, po 30. Grafikę po czterdziestce.  Studia trenerskie rok temu. I to na pewno nie koniec 😉

Tylko ważne jest, żeby powiedzieć jasno, że te dobre zmiany nie dzieją się z dnia na dzień. Trzeba je zaplanować i dać sobie czas na realizację.

Cofnijmy się teraz w czasie do momentu, gdy kończyłaś 40 lat. Jak to odczuwałaś?

Ja się bałam 30 urodzin i to było dla mnie ciężkie przeżycie. Pomyślałam sobie wtedy „Jezu już jestem stara!?”. A prawda była taka, że jeszcze tuż przed 30 urodzinami w klubie musiałam pokazywać dowód, żeby wejść ze znajomymi. Dla mnie trudna była 30.

Gdy już upłynęło trochę czasu, zdałam sobie sprawę, że to najlepszy czas. Wiem czego chcę, co lubię, potrafię powiedzieć „nie”.

W czeterdziestkę wpłynęłam szczerze mówiąc. Czułam się młodo, dobrze, sprawnie.

I na 40 urodziny zrobiłam sobie prezent i poszłam na studia graficzne. Ale zdaję sobie sprawę, że przekroczenie 40 to może być trudny moment dla kobiety. Może się zatrzymać i pomyśleć, że teraz to już tylko z górki, że połowa życia za nią. A my przecież nadal jesteśmy młode i w formie. Kto nam zabroni tańczyć, śpiewać, zmieniać zawód, pracę? Tylko my same możemy sobie to odebrać…

Czasami jest tak, że jak kobieta kończy 40 lat, to jakby ktoś jej wyłączył przycisk. Myśli sobie, że teraz to już jest w średnim wieku, wielu rzeczy nie wypada jej zrobić, jest za późno na zmiany.

Chcę, aby kobiety uwierzyły w siebie, w to, że mogą odmienić swoje życie. Chcę, aby były ważne dla samych siebie i aby 40 to nie był koniec młodości, ale początek nowych możliwości.

Ten przycisk w głowie warto dezaktywować. Jeśli się uda pogadać ze sobą i zacząć na nowo realizować marzenia i plany –  to super!  A jeśli ciężko samej się z tym uporać, warto skorzystać ze wsparcia osób, które pomogą – coach, psycholog.

Czasem nie ma się co samej boksować z życiem. A na pewno 40 urodziny nie są jakąś magiczną granica po przekroczeniu, której kobieta traci zdolność do spełniania swoich marzeń czy choćby zachcianek. Mam wrażenie, że właśnie w tym wieku się możemy rozkręcić na dobre.

Ja tak czuję. Ja tak mam. Mój syn jest już dorosły, z mężem ustalone co robimy razem, a co każdy robi sam, mam czas dla siebie, na realizację moich pomysłów. To nie średniowiecze, mając 40 lat ludzie są sprawni, mądrzy, mają większy dystans do siebie i świata i doświadczenia, z których mogą czerpać. Mając 40 lat nadal możemy zmieniać siebie, pracę, życie, świat.

I może wykonać pracę nad sobą, aby mając 80 lat i patrząc wstecz nie mówiła ?Zmarnowałam te 40 lat?.

O tak! Zakładając taki scenariusz mamy nadal połowę życia przed sobą! Nie ma co marudzić, warto spróbować zmienić to co nas uwiera drogie Panie 🙂

Mana, Ty zmieniłaś ścieżkę zawodową będąc po 40.

Tak, pracowałam w różnych miejscach.

A zaczęło się tak, że studiowałam prawo i już po 2 roku wiedziałam, że to był błąd, ale studia skończyłam. To były czasy, gdy trzeba było zdobyć tzw. konkretny zawód. Poszłam więc kolejno pracować do banku, urzędu, korporacji. Pracowałam w sprzedaży, w HR-rze, marketingu.

Graficzką zostałam mając 41 lat.

Firmę otwarłam w wieku 43 lat.

Trenerką zostałam,  gdy skończyłam 46.

Teraz wracam na etat do pracy o jakiej marzyłam. Będę trenerem, będę pracować z ludźmi i w końcu mam po co szlifować mój angielski! Tak więc zmiany dzieją się cały czas.

Opowiesz nam o pracy trenera? 

To jest moje zawodowe miejsce na ziemi. Przeszłam długa drogę, ale każde przeprowadzone warsztaty uświadamiają mi, że to była moja najlepsza zawodowa decyzja.

Pracując jako graficzka, dzieliłam się z moimi klientami wiedzą i prowadziłam ich za rękę podpowiadając często jak stworzyć strategię firmy, jak zabrać się do tworzenia misji, jak planować działania na fb, aż dotarło do mnie że mam sporą wiedzę, którą należy usystematyzować i stworzyć z tego całego worka wiedzy praktyczne warsztaty i konsultacje dla tych, którzy myślą o założeniu swojej firmy.

Pół roku trzymałam to w sobie aż w końcu zorganizowałam pierwsze 3 dniowe warsztaty! Po pierwszym dniu już wiedziałam że to właśnie chcę robić do końca życia.

Jak zorganizowałaś pierwsze warsztaty?

Po pierwsze wyszłam z własnej głowy i zaczęłam opowiadać ludziom o warsztatach. Po drugie zadzwoniłam do szkoły graficznej Publishing School, w której uczyłam się grafiki i zapytałam Panią Dyrektor czy mogę zorganizować warsztaty w szkole. Bałam się tej rozmowy, ale okazało się że zupełnie niepotrzebnie. Pani Dyrektor pomysł i temat warsztatów się spodobał, zaproponowała pomoc w promocji i przygotowaniu materiałów. Gdy wyszłam z tej rozmowy pomyślałam tak: „I Ty głupia tyle czasu zwlekałaś, a to było takie proste!?”

2 tygodnie później odbyła się pierwsza edycja 3 dniowych warsztatów z budowania strategii i marki  dla firm. Przez kolejne edycje pracowałam głównie z osobami, które dopiero zakładały swoje firmy. I każda kolejna edycja uświadamiały mi, ze jestem w tym dobra, ze ludzie są zadowoleni bo daję im prawdziwą wartość, pomagam stanąć na nogi i odnaleźć się w tym chaosie jaki czują wokół siebie na początku drogi biznesowej. W wielkim skrócie – uczestnicy warsztatów odnajdywali grunt pod stopami, mi wyrastały skrzydła!

Gdybym nadal tylko myślała o warsztatach i nie wyszła z tym pomysłem z domu do ludzi, nie byłabym dzisiaj trenerem biznesu, nie prowadziłabym warsztatów, tęskniłabym za swoim miejscem na ziemie. Odważyłam się i teraz jestem tutaj, gdzie być powinnam już dawno.

Co jest Twoją misją?

Moja misja brzmi tak:

Firma jest jak człowiek. Powinna mieć charakter, mądrze mówić, dobrze wyglądać i spełniać marzenia. Firma powinna mieć markę, która budzi zaufanie. Tą marką jesteś Ty.

To jest przewrotna misja 🙂 Może być też tak, że Człowiek jest jak firma… 🙂

W każdym razie firma i człowiek powinni mieć charakter, charyzmę i wartości, które zjednają im wiernych klientów. Ja pomagam takie firmy tworzyć.

Mana, przychodzi do Ciebie klient i mówi, że chce założyć firmę i nie wie od czego zacząć lub ma już firmę ale nie wie do czego włożyć ręce, bo pracy tyle. W jaki sposób pracujecie?

Niezależnie od sytuacji zaczynamy od wartości, które stawiają nas do pionu i pomagają podejmować decyzje w trudnych sytuacjach. Wiadomo, biznes na początku to nie Hawaje i drinki z parasolką, tylko ciężka praca i podejmowanie decyzji. Potem zabieramy się za zasoby, mocne strony. Znajdujemy też pięty achillesowe i zastanawiamy się co zrobić, by tą słabą stronę wzmocnić. Planujemy pierwsze działania.

Dopiero na tym budujemy kolejno misję, strategię, komunikację marki. To jest bardzo odkrywcze i energetyczne działanie. Zarówno na warsztatach w grupie jak też na konsultacjach indywidualnych.

A jak sobie radzisz z trudniejszymi momentami w biznesie?

Zdarzają się mielizny i stresowe sytuacje.  Mam na to taki patent. Nie robię nic w nerwach i pod wpływem emocji. Czekam aż ochłonę, siadam wtedy i zastanawiam się, jak najlepiej dla wszystkich rozwiązać dany problem. A potem dzwonię i rozmawiam. Zamykam sprawę i do niej nie wracam. Nie przeżywam, nie biczuję się i nie boksuję się z życiem. Nie chce na to marnować energii.

A jeśli chodzi o impas emocjonalny?

Wtedy zamykam się sama ze sobą i daję sobie czas i przestrzeń na poukładanie wszystkiego w głowie. Nie jestem typem, który wydzwania do ludzi i musi się wygadać. Owszem rozmawiam czasem o tym co mnie gryzie, ale tylko w kręgu absolutnie najbliższych przyjaciół.

Natomiast w biznesie nie można być samemu, warto rozmawiać z ludźmi, którzy pracują tak jak my, prowadzą małe firmy, mają te same problemy. To bardzo pomaga, często pozwala spojrzeć na problem z innej perspektywy, a jednocześnie pokazuje, że nie tylko ja tak mam, że nie jestem sama. To dodaje siły do działania.

Mana, dziękuję pięknie za rozmowę.

Ja też bardzo dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że moja historia odbije się echem w towarzystwie i niejedna kobieta po 40 zrozumie, ze ma jeszcze całe życie przed sobą 🙂

Pozdrawiam wszystkie czytające i wysyłam energię! To my same decydujemy o tym jakie będzie nasze życie od dzisiaj 🙂

Znajdziesz Manę tutaj:

Facebook
Linked in
Instagram
www.manastoch.pl
www.manafactory.pl

email marketing powered by FreshMail
 

email marketing powered by FreshMail